Pierwsza zasada Reiki mówi: właśnie dziś, nie złość się.
Złość. Co to właściwie znaczy? Chcę wrócić do definicji, bo czuję, że czasem wchodzimy w znaczenia bez ich sprawdzania. Używamy słów, które brzmiało znajomo, duchowo, psychologicznie albo po prostu trendy, ale czasem bardziej ze szkodą niż ze świadomością.
(… i tu pojawia się moja złość, ta zakorzeniona w poczuciu niesprawiedliwości bo przecież siła dzielenia się słowami jest tak ważna i czasem naprawdę o niej zapominamy. I teraz się uśmiecham, bo wiecie co? Nawet pisząc o złości, złość już pokazuje mi, gdzie we mnie mieszka. Tak jak wspominam często: jestem człowiekiem ponad jakimkolwiek duchowe etykiety.)
Według Słownika Psychologii APA złość to emocja charakteryzująca się napięciem i wrogością, zwykle wynikająca z frustracji, poczucia niesprawiedliwości lub rzeczywistej lub wyobrażonej krzywdy.
Kiedy przeczytałam tę definicję, jedna część niemal sama wybrała się do tego tekstu:
napięcie wynikające z poczucia niesprawiedliwości.
To przy tym chcę dziś zostać. Nie przy całej złości. Nie przy każdej jej warstwie. Tylko przy tej jednej, bo to ona wyszła podczas pisania.
To poczucie niesprawiedliwości, o którym wspomniałam na początku, towarzyszyło mi w wielu formach.
Pamiętam, jak byłam mała i pytałam siebie, dlaczego ktoś dostaje coś, czego ja bardzo, bardzo chcę, nie zachowując się w żaden właściwy sposób, podczas gdy ja robię wszystko jak należy i nadal tego nie mam.
Byłam uczona być grzeczną dziewczynką. Dobre stopnie, dobre zachowanie, za dużo problemów. Oczywiście nie zawsze działało to idealnie, bo miałam w sobie dużo energii chłopczycy, ale i tak było takie przekonanie: jeśli będę robić rzeczy jak należy, życie powinno odpowiedzieć właściwie.
Życie nie zawsze tak działa.
Później to samo pytanie wracało w wielu dorosłych formach.
– Dlaczego ktoś ma łatwiejsze projekty w pracy, bez presji, dobre pieniądze, podczas gdy ja dochodzę do punktu załamania nerwowego i muszę odejść, żeby zadbać o swoje zdrowie?
– Dlaczego ktoś przechodzi z jednego związku w drugi, podczas gdy ja jestem sama od tylu lat?
– Dlaczego ktoś pokazuje życie na Instagramie w sposób, który wiem, że nie jest prawdziwy i jestem zła, że tak to właśnie działa?
Mogłabym napisać długą listę takich myśli „dlaczego oni/x, a nie ja”. Każda i każdy z nas ma swoją własną wersję. I nie chcę udawać, że wszystko na świecie jest sprawiedliwe, bo nie jest. Niektóre rzeczy są głęboko niesprawiedliwe. Niektóre sytuacje powinny nas złościć. Złość może być znakiem, że nadal czujemy, nadal nam zależy, że coś w nas wie, że życie nie powinno być zbudowane na krzywdzie, manipulacji, przemocy czy kłamstwie. Ale w mojej codziennej praktyce zaczęłam zauważać coś ważniejszego.
Bardzo często, kiedy pytałam „dlaczego oni?”, oddalałam się od siebie. Patrzyłam na cudze życie, czas, widoczność, relacje, biznes, sposób bycia i powoli traciłam kontakt z własnym.
I tu Reiki zaczęło mi coś pokazywać. Nie przez zabranie złości, ale przez uczynienie jej widzialną.
Zobaczyłam to wyraźnie w tym, jak tworzyłam swoją pracę zawodową związaną z Reiki..
Buduję swoją markę od czterech lat. Miałam pomysły, materiały, sposób widzenia Reiki, rozumienia codziennej praktyki, ale komunikacja na zewnątrz była czymś, co zostawiałam na później. Skupiałam się na sesjach, nauczaniu, studio, byciu z ludźmi w prawdziwej praktyce. Od czasu do czasu pojawiałam się w mediach społecznościowych. Ktoś zawsze był zainteresowany moją pracą, więc mówiłam sobie, że to było w porządku. I jako typowy Projektor w Human Design czekałam na bycie dostrzeganą, na uznanie, na zaproszenie. Ale czasem to czekanie nie było wcale spokojne. Była w nim goryczy.
Po pewnych zmianach w moim życiu zaczęłam skupiać się znacznie bardziej na pracy online. I znowu, zajęło mi to chwilę, żeby puścić to poczucie niesprawiedliwości związane z tym, co widziałam w mediach społecznościowych.
Bo im bardziej patrzyłam na to, co robi ktoś inny, tym bardziej się irytowałam. Im bardziej się irytowałam, tym dalej byłam od tego, co chciałam tworzyć.
Często nie chodziło nawet o tę osobę.
Chodziło o to, że wiedziałam, że ktoś już ma coś, czego ja chciałam. Oni już tam byli, a ja też chciałam tam być. Chciałam mieć jasność, publiczność, przepływ, konsekwencję, język, łatwość.
Zamiast tworzyć ze swojego miejsca, pchałam. A energia naprawdę nie lubi presji.
Kiedy tworzę pod presją, czuję to natychmiast. Moje słowa przestają być moje, zaczynam zbyt dużo myśleć, zbyt dużo kontrolować. I nawet jeśli coś wygląda produktywnie z zewnątrz, w środku nie mam już kontaktu z powodem, dla którego w ogóle chciałam to tworzyć.
Oto co ta zasada zaczęła dla mnie znaczyć.
Właśnie dziś, nie złość się nie oznacza, że złość się nie pojawi.
Oznacza, że kiedy złość się pojawi, mogę zauważyć, dokąd mnie zabiera.
Czy pokazuje mi coś prawdziwego?
Czy pokazuje mi granicę?
Czy pokazuje mi pragnienie, na które sobie nie pozwoliłam?
Czy pokazuje mi, że czuję się niewidziana?
Czy pokazuje mi, że poświęciłam zbyt wiele uwagi czyjejś ścieżce, a za mało swojej?
To wiele zmieniło.
Bo wtedy złość nie jest tylko problemem. Staje się informacją. Pokazuje mi, gdzie nie jestem ze sobą, nie ze swoim rytmem.
A kiedy to widzę, mogę wrócić do tego, co chcę tworzyć jako wyraz tego, kim jestem — nie ze złości pokazującej się jako irytacja, ale z miłości.
Do następnego kroku. Do „właśnie dziś”.
Bo w końcu najpiękniejsza część tego wszystkiego to to, co płynie z działania z głębi serca. Tworzyć nie dlatego, że muszę coś udowodnić, ale dlatego, że coś we mnie chce zostać podzielone.
I tak, czasem osoba, która irytuje mnie najbardziej, to także osoba, która pokazuje mi najwyraźniej, czego pragnę. Kiedy to rozpoznam, mogę przestać dawać jej swoją energię przez irytację i zapytać zamiast tego: Co ta osoba lub sytuacja ma, za czym tęsknię, lub jakiego świata pragnę?
Z tym rozpoznaniem widzę, jak ta złość mięknie. Mogę usłyszeć „właśnie dziś, nie złość się” i ucielesćnić to nie jako wycofanie, ale jako rozpoznanie.
Więc może to wystarczy na dziś. Nie żeby nigdy więcej nie czuć złości ani stać się kimkolwiek doskonale spokojnym, ale żeby zauważać, kiedy złość się pojawia i pytać, co próbuje mi pokazać, i widzieć, gdzie oddaliłam się od siebie.
Reiki mówi: właśnie dziś, nie złość się. A ja złoszczę się. Bardzo. Ale nie widzę tego już jako czegoś złego. Widzę to jako coś, co może mnie przywrócić do siebie. Bo złość też jest błogosławieństwem.
Jeśli ten tekst poruszył w tobie coś, może to również zaproszenie, aby zacząć własną rozmowę z Gokai.
To jeden z powodów, dla których stworzyłam program 21 Gokai. Nie po to, żeby dać ci kolejną rzecz do osiągnięcia, ale dlatego, że wiem, jak bardzo kiedyś potrzebowałam czegoś takiego. Struktury. Małego codziennego powrotu. Miejsca, gdzie mogłam zadawać sobie lepsze pytania zamiast wchodzić w te same stare historie.
Może to trochę skróci drogę. Nie na siłę, bo niektóre rzeczy nadal potrzebują swojego czasu, ale w bardziej świadomy sposób.
Tworzę te narzędzia i sama z nich korzystam, bo jesteśmy ludźmi. Zapominamy, reagujemy, porównujemy… chcemy już tam być. Złoscimy się, martwimy, niecierpliwimy, gubimy się w tym, co dzieje się na zewnątrz.
I ten rodzaj szczerej rozmowy z sobą jest głęboko potrzebny.
Zwłaszcza dla tych z nas, którzy pracują również z duchowym aspektem swojego bycia, bo tak łatwo jest zamienić duchowość w kolejny zewnętrzny kompas. Kolejnego nauczyciela, kolejną metodę, kolejny znak, kolejną rzecz, która powie nam, dokąd iść.
Droga miłości potrzebuje wewnętrznego kompasu. Nie ustawionego na wszystko na zewnątrz.
Właśnie dziś wystarczy.
O autorce:
Kasia Wac jest nauczycielką i mistrzynią Reiki w systemie Usui Reiki Ryoho, mieszkającą w Kopenhadze. Prowadzi kursy Shoden i Okuden w małych grupach w Kopenhadze, Warszawie i innych miastach na zapytanie, a także tworzy programy online i materiały edukacyjne po polsku i po angielsku — w tym program 21 Gokai, 21-dniową codzienną praktykę opartą na pięciu zasadach Reiki.
Uczy Reiki jako praktyki bycia, nie działania — zakorzenionej w obecności, prostocie i codziennym doświadczeniu. Jej praca skupia się na powrocie do siebie bez presji, nie na technice ani systemie samodoskonalenia.
Na stronie kasiawacenergia.com można znaleźć sesje Reiki, kursy, odczyty aury oraz programy online. Na platformie 21 Energia Reiki 21reiki.kasiawacenergia.com dostępne są materiały dla osób praktykujących Reiki oraz dla tych, które chcą poznać pracę z energią w codzienności.
TWORZĘ PROGRAMY, KTÓRYCH SAMA KIEDYŚ POTRZEBOWAŁAM I DO KTÓRYCH NADAL WRACAM W SWOJEJ PRAKTYCE.
Po przeprowadzce do Kopenhagi wiele osób pytało mnie o sesje Reiki. Nie każda osoba czuje jednak, że praca zdalna jest dla niej. Zaczęłam więc szukać formy, która nie opiera się wyłącznie na sesji, ale pozwala spotkać się z praktyką na co dzień.
Gokai kilka lat temu pomogły mi zobaczyć duchowość jako coś bardzo prostego i obecnego w codziennych sytuacjach. Z czasem zauważyłam, że to, jak odnoszę się do tego, co się wydarza, wpływa na wszystko inne. Ten program powstał jako przestrzeń do takiej właśnie praktyki. Nie jednorazowo, lecz w codzienności. Bez presji efektu. Z doświadczenia wiem, jak bardzo nawet kilkanaście minut dziennie zmienia sposób przeżywania całego dnia. Program nie zastępuje sesji. Ale może stać się czymś, co wspiera Cię pomiędzy nimi, każdego dnia, właśnie dziś.
Program jest dla każdego, niezależnie czy uczestniczyło się w kursie Reiki czy nie.
NEWSLETTER
Chcesz zostać ze mną w kontakcie poza social mediami?
Nazywam się Kasia Wac. Jestem Nauczycielką i Mistrzynią Reiki, a przede wszystkim człowiekiem poza tytułami.
Poprzez teksty, kursy i programy pokazuję Reiki nie tylko jako praaktyk przez dłonie czy szkolenie, ale jako codzienną praktykę życia, zakorzenioną w zasadach Reiki, czyli Gokai.
Obecnie mieszkam w Kopenhadze i pracuję z osobami z różnych części świata, dzieląc się materiałami po polsku i po angielsku.
Jeśli moje spojrzenie na Reiki z Tobą rezonuje, będzie mi miło zostać w kontakcie. Od czasu do czasu wysyłam refleksje o Reiki, duchowości, codziennej praktyce, nowe artykuły, informacje o kursach i materiały, które tworzę.
Zawsze z intencją, żeby podzielić się czymś wartościowym, a nie dokładać kolejny hałas. Bo nie potrzebujemy więcej. Wystarczy „właśnie dziś”.